niedziela, 7 marca 2010

Staż Aikido w Będzinie.

Wczoraj i dzisiaj w Będzinie odbył się staż Aikido, na który wybierałem się z moimi uczniami.


Jednak biorąc pod uwagę obecny stan mojego zdrowia ...


Wziąłem w nim udział jako fotograf z ławki :-)




Staż prowadził dyrektor Aikido Asosiation International Polska


Sensei Tomek Krzyżanowski 5 dan aikido.













Zarówno wczoraj, jak i dziś wybrała się reprezentacja naszego Dojo.


Spodziewałem się większej frekwencji z Mysłowic.














































Sensei Tomek i sensei Grzegorz Pietrzyk (mój sensei) podpowiadają w technice wskazując na błędy.
















Jeszcze wczoraj byłem w szpitalu, a już dziś mogłem spotkać się ze starymi znajomymi z aikido i zasmakować tego niepowtarzalnego klimatu :-)



























Sensei ni rei ...





Arigato sensei.
Zawsze powtarzam, że spotkania tego typu dostarczają wiele pozytywnej energii.
Warto brać udział w takim przedsięwzięciu, bo zawsze wychodzimy z niego bogatsi o nowe doświadczenia i nowe znajomości.
Mam nadzieję, że choć trochę jestem w stanie "zarazic" ludzi Aikido.
Pozostaję w przekonaniu, że jeśli wychowam uczniów choć w połowie tak, jak ja zaangażowanych
w tę sztukę walki to będzie to ogromny sukces.
Obecnie pracuję nad swoją nogą, aby powrócić jak najszybciej do moich wszystkich miłości.
Aikido i fotografii głównie :-)
A już jutro w poście sesja w warsztacie.
Zapraszam.



sobota, 6 marca 2010

Szpital - koniec.

Serdecznie przepraszam za moją nieobecność na blogu.
Niemniej jednak w czwartek rano porwano mnie na zabieg tuż przed 8 rano.
Oto ostatnie moje kroki na nogach tego dnia.
Dostałem wypasioną koszulę do zabiegu, a panie pielęgniarki stwierdziły, że nie muszę jej nawet sznurować z tułu, bo dobrze wyglądam.
No to ok.







Zastrzyk w kręgosłup i znieczulenie zaczęło postępować.
Niestety tym razem tabletka o potocznej nazwie "głupi Jaś" nie zaczęła działać, więc byłem dość świadomy i oglądałem przebieg mojej operacji na monitorze.
Wszystko poszło zgodnie z planem.
Mam nowe więzadło krzyzowe przednie w kolanie :-)
Wieczorem na kolację brat Kamila uraczył nas pysznym gyrosem w duuużej porcji.









Piątek w południe, czyli szpitalna pora obiadowa.
Przyszła pani i pyta czy chcę kaczkę ...
popatrzyłem na nią i odpowiedziałem:
- Jasne! i w chu.... kartofli!




Kolejny posiłek tego dnia to kolacja o 17:00.
Bez komentarza.







Na szczęście tego wieczoru moi rodzice stanęli na wysokości zadania i na moje życzenie kolacja wyglądała następująco :

















A oto najbardziej doskonałe urządzenie i wyposazenie naszego pokoju.
Pilot do przywoływania!
Naciskasz guziczek i spełniają się Twoje marzenia ...
Czy to nie cudowne?



Każdego wieczoru oglądaliśmy filmy do późna, a rano pobudka po 5 rano :-)
Na dzisiejszej porannej wizycje udało mi się wyprosić powrót do domu :-)
Niestety musiałem zostawić kolegę samego do poniedziałku.
A tak dobrze się mną opiekował kiedy byłem w potrzebie.
Na fotografiach z moją ukochaną kaczuszką :-)














Ja takze opiekowałem się Kamilem i jego gwoździem z nogi :-)












I to juz koniec fotoreportazu ze szpitala.
Teraz długa rekonwalescencja w domu i u rehabilitanta lub rehabilitantki.
Pragnę podziękować za wszystko, przede wszystkim mojej żonie za długie wizyty i wszelkie pyszności, które mi dowoziła. Kamilowi za doskonałą przyjaźń szpitalną i śmiech na sali :-)
Wszytkim lekarzom i pielęgniarkom, i innym, którzy mi pomagali podczas tego pobytu oraz wszystkim czytelnikom bloga i znajomym, którzy trzymali kciuki za mnie.
Dziękuję bardzo.








środa, 3 marca 2010

W szpitalu ... c.d.

Dzisiaj postanowiłem uraczyć wszystkich kolejnym postem :-)
Ostrzegam jednakże, iż dzisiejszy post zawiera treści drastyczne i niesmaczne.
Jeśli właśnie jesteście w posiadaniu jedzenia przy sobie, a tym samym jesteście wrażliwi na tego rodzaju obrzydlistwa to odradzam oglądania :-)
Z ogromnym poważaniem - autor.
Dobrze się zaczyna, co?
:-)
Dzisiejszy dzień rozpoczął się już o godzinie 6 rano pomiarem temperatury ciała.
Delikatnie mówiąc olaliśmy panią i kazaliśmy wpisać 36,6.
Wróciliśmy w objęcia Morfeusza.
Jednak za 15 minut musieliśmy wstać na dobre.
Taki to już widać hotel.
Kolegę zabrali o 7:10 na zabieg a ja dostałem śniadanie mistrzów :-)







Do popicia doskonałe piwko z pianą na jeden palec :-)
... a nie to nie piwo.
Jak ciepłe piwo, hello?
No jasne, że herbarta.
A kubek podpisałem, żeby mi nie ukradli.







Po 4 godzinach Kamil powrócił ale z działającym jeszcze mocno środkiem ogłupiającym obiecywał coś pielęgniarkom a kolejnej - po wnikliwym wpatrywaniu się w jej rozpięty dekolt - oznajmił, że ma ładny naszyjnik
haha








Zaraz po tym otrzymałem obiad.
Zupa była ok, drugie danie ok.
Ale się rozpisałem, co?
Jaki obiad, taka recenzja :-)






W przerwach między padającym za oknem śniegiem, pojawiało się słońce.
Takie cienie rysowały na mojej ścianie ...






Kamil po przebudzeniu wnikliwie wczytywał się w fundamentalne zasady wykorzystywane przez generała Sun Tzu podczas wojen. Teraz te zasady wdrażamy w życie codzienne.





Kamilowi dzisiaj od rana na bloku operacyjnym ciągnęli druta.







Tzn,wyciągali drut z kolana, a raczej śródszpikowy gwóźdź Zimmer'a pozyskany w Hondurasie.





Teraz jemy kolację a potem kolejna porcja filmów.
Wczoraj oglądaliśmy "Antychrysta" dzisiaj poleci "Kac Vegas".
Dziewczyny wczoraj nie dotarły :-(
A na koniec scena z mojego dzisiejszego snu ...




AKTY miłosne




Trzeba przyznać, że odważna to sesja, ale sam chciałbym mieć taką :-)


Niestety ze statywu taki autoportret nie wyjdzie tak samo.




































































wtorek, 2 marca 2010

Post wprost ...

Nadaję post wprost ze szpitala.
Tym razem mnie przyjęli, to miło :-)
Pomijam drobny fakt, że byłem w szpitalu na 9:00, a łóżko dostałem dopiero około 14:00.
Bez jedzenia - wyobrażacie to sobie?
Dzięki pewnej znajomości w tym szpitalu dostałem przydział w odnowionej części szpitala.
Do tego pokój 2 osobowy z moim rówieśnikiem.
Zabrałem ze sobą tylko obiektyw fisheye, żeby więcej widzieć :-)





A tak wygląda moje centrum nawigacji ze szpitala.






Widok z drugiej strony :-)










A tak odpoczywamy.








A takie mamy atrakcje dzisiejszego wieczoru :-)
A na poważnie to kolega załatwił filmy na dvd i będziemy zapraszać pielęgniarki na maraton filmowy.




Niestety jutro nie zrobią mi operacji :-(
Dopiero w czwartek.
Szukając pozytywów ...
jutro mogę jeszcze chodzić i jeść cały dzień haha